niedziela, 22 września 2013

Bezwarunkowo - #4



                Wieczory są piękne. Zachody słońca nad morzem potrafią wywołać wiele uśmiechów na twarzach, nawet tych najbardziej oziębłych ludzi. Pomarańczowe światło ogrzewało jego nogi, gdy wracał do pensjonatu. Wszedł przez taras. W salonie było jak zawsze pusto, jedynie zza ściany wydobywała się cicha muzyka. Wypełniała każdy zakątek pensjonatu, była taka inna, a taka piękna. Mimo iż to była tylko muzyka. Podszedł bliżej by się przyjrzeć, a wtedy zauważył Zośkę grającą na pianinie. Jej drobne palce zręcznie wędrowały po białych klawiszach instrumentu. Skupiona była na melodii, miała zamknięte oczy, grała z pamięci. Nie zauważył żadnych nut. Na jej twarzy pojawiał się nieśmiały uśmiech. Powieki były znużone, zamknięte i nieruchome.
                Nagle otworzyła oczy. Ukazał jej się obraz stojącego Ignaczaka, który był w lekkim szoku.
                -Piękne. – przerwał narastającą ciszę.
                -Nie wiedziałam kiedy wrócisz. – wstała od instrumentu. – Nie zrobiłam jeszcze kolacji.
                -Nic się nie stało. – usiadł na miękkiej, skórzanej sofie. – Proszę zagraj coś jeszcze.
                -Nie mogę.
                -Dlaczego?
                -Obiecałam, że już nigdy nie będę grała dla nikogo. -  zacisnęła ręce, aż posiniały.
Wstała od instrumentu i wyminęła Ignaczaka, który był zdziwiony. Nie docierał do niego sens tych słów. Komu obiecała? Przecież miała talent. Widział, jak muzyka przez nią przemawiała.
                -Dlaczego nie możesz? – dopadł kobietę przy drzwiach od kuchni. – przecież teraz.
                -Teraz grałam, bo nikogo nie było w domu.
                -Ale przecież.
                -Przecież co? Krzysiek nie zawsze życie jest proste. Sam dobrze o tym wiesz. Pewne decyzje powodują w życiu chaos, a niektórych przekonań nie można zmienić. – wybuchła zdenerwowana. – Powiedziałam ci, że nie będę grać. Obiecałam już sobie samej, przenigdy nie zagram.
Nie chciał dalej poruszać tematu. Opuścił kobietę i wbiegł do góry. Trząsnął mahoniowymi drzwiami. Opadł bezwładnie na łóżko. Wtopił twarz w miękkie, beżowe poduszki. Dlaczego ta kobieta tak na niego zadziała? Dlaczego teraz będąc zły widział jej twarz? Dlaczego zamykając oczy dobiegła go melodia grana kilka minut temu?
                Zszedł dopiero na kolacje. Pochwycił talerz, nałożył sobie parę zrobionych wcześniej, jeszcze ciepłych tostów. Nie spojrzał na Zofie, która omijała jego wzroku. Wyszła z salonu i udała się do pomieszczenia obok. Krzątała się w małej biblioteczce. Przekładała zakurzone książki, czyściła meble.
                -Przepraszam. – odezwał się zza uchylonych drzwi. – Nie powinienem chcieć tego. Nie wiem, co się stało, ani dlaczego masz takie przekonanie, ale racja. Niektóre decyzje powodują chaos.
Kobieta wzięła głęboki oddech. Zacisnęła zęby, przełknęła ślinę. Przez chwile się zastanawiała, czy nie powinna być z nim szczera. Chociaż był tylko jej klientem, wczoraj otworzył się przed nią całkowicie. Może czas, aby ona także powiedziała mu sekret, który skrywa na dnie swego serca? Powoli odwróciła się w jego stronę. Krzysztof zauważył, że jej oczy są przekrwawione, jakby dopiero skończyła płakać.
                -Nie ma sprawy. – przerwała głuchą ciszę. – Nie dziwie się, że chciałeś bym zagrała raz jeszcze.
Jej głos łamał się z każdym słowem. Jakby ciężko było jej wyjawić prawdę. Jeszcze raz głośno wypuściła przez usta powietrze.
-To było dosyć dawno. Miałam dziesięć, może jedenaście lat. Rodzice zawsze chcieli bym osiągnęła coś wielkiego. Chcieli bym była taka jak Arek. Bym była dumą rodziny. – przełknęła ślinę i wytarła łzę. – Zapisali mnie do szkoły muzycznej. Grałam godzinami na pianinie, skrzypcach, czy gitarze. Z każdym dźwiękiem próbowałam odnaleźć sens muzyki. Chciałam, by byli ze mnie dumni. Chciałam im pokazać, że ja także coś w życiu osiągnę.
-Osiągnęłaś?
-Tak. Mając szesnaście lat zgłosiłam się na konkurs, znaczy moi rodzice mnie zgłosili. Prestiżowy konkurs, do wygania masa pieniędzy i stypendium na każdej uczelni, jaką tylko zamarzysz.
-Wygrałaś?
-Tak, wygrałam. – uśmiechnęła się blado, jakby wygrana sprawiła jej ból. – Pamiętam. Przed finałem zobaczyłam Arka. Trzymał za mnie kciuki, on zawsze wspierał mnie we wszystkim. Chciał bym osiągnęła to co pragnę. Wygrałam, lecz nie byłam szczęśliwa. W Stanach dawałam koncerty, studiowałam na najlepszym uniwersytecie. Czegoś mi brakowało. Potem umarł dziadek.
-Dlatego wróciłaś do Polski?
-Wróciłam bo chciałam znaleźć wreszcie swoje miejsce na ziemi. Odremontowałam stary dom, założyłam pensjonat, dla ludzi, którzy także tak jak ja, chcieli znaleźć sens istnienia. Wielokrotnie Arek przyjeżdżał do mnie, by tylko na chwile odbiec od siatkówki, od kłopotów, od tego zamieszania jego osobą. Gdy wyjeżdżał do Włoch ostatni raz chciał wysłuchać jak gram. Dokładnie tą melodie mu zagrałam.
Zamilkli. Dopiero teraz dobiegł do Ignaczaka sens całej tej historii. Wiedział, co zdarzyło się później. Austria, balustrada, wypadek. I to, w co nie mógł nigdy uwierzyć. Z czym się nie pogodził. Brak przyjaciela, bratniej duszy. Wreszcie zauważył jak kobieta przeżywa stratę najbliższego kuzyna.

Teraz wreszcie zobaczył, jaka nieszczęśliwa jest Zofia Gołaś. Ta Zośka, która przez te dni, jego pobytu stale się uśmiechała. Dopiero wtedy.



 Za literówki przepraszam. 
Chętnych zapraszam do zapoznania się z nowymi projektami;
-Andrzej Wrona; SZTUKA EMOCJONALNA
-Michał Kubiak; UMRZEĆ Z MIŁOŚCI
-Michał Winiarski; BRAK CIEBIE





6 komentarzy:

  1. Niestety, czasami w życiu bywa tak, że bardzo długo nie można pogodzić się z utratą kogoś bliskiego. Dlatego Krzysztof i Zofia odnaleźli wspólny język. Im obojgu brakuje Arka. Krzyśkowi brakuje również Iwony, ale, jak widać, po kilkunastu latach spędzonych razem, może okazać się, że to nie ta osoba była Tobie pisana. Najpierw wyobrażasz sobie, że nie możesz żyć bez tej osoby, a jak później spotykasz kogoś, kto ma podobne problemy, jak Ty, straciła kogoś bliskiego, jak Ty, możesz właśnie z tą osobą znaleźć wspólny język i to właśnie ta osoba może okazać się, że była Tobie przeznaczona, od początku Waszego życia. I chyba właśnie tak jest między Krzyśkiem i Zosią :) O panie, jak się rozpisałam :D

    OdpowiedzUsuń
  2. o kurde, przykro mi. Szkoda mi Zośki.
    Ta melodia na pewno znaczy dla niej tyle co utrata kuzyna Ignaczak również stracił przyjaciela, więc ją rozumie... a przynajmniej powinien

    OdpowiedzUsuń
  3. Zośka zbyt emocjonalnie do tego podeszła. To nie ta melodia zabrała jej brata, ajeśli to kochała, to mogłaby znaleźć w muzyce odskocznię od życia i codzienności.

    OdpowiedzUsuń
  4. Boże, za piękne na mój zasób słownictwa <3
    Zamykam się i napawam każdą literką, Krzyśkiem i Zośką, uwięzionymi we wspomnieniach.
    Mi też brakuje Arka. Mimo iż go nie znałam tak jak oni.

    OdpowiedzUsuń
  5. Arka brakuje wszystkim, ale chyba Zośka podchodzi trochę zbyt emocjonalnie do tego.

    OdpowiedzUsuń
  6. Mam ciarki na całym ciele gdy to czytam. To takie emocjonalne i prawdziwe, że aż chce mi się płakać. Żal mi Krzysztofa, który próbuje odnaleźć siebie w życiu. I żal mi Zośki, która jest strasznie samotna i złamana życiem. Chyba do końca się nie pozbierali po stracie Arka, mimo że to było ładnych parę lat temu... :(

    OdpowiedzUsuń