niedziela, 15 września 2013

Bezwarunkowo - #3



                Obudziły go morskie fale. A dokładnie ich szum, który wydobywał się zza otwartego okna. Otworzył powoli oczy, spoglądając na śnieżnobiały sufit. Wędrował wzrokiem jeszcze chwilę po niewidzialnym dla każdego torze. Westchnął głęboko, kiedy poczuł zapach ciepłego chleba, dochodzącego z dołu. Czas wstać.
                Powędrował do łazienki, wziął prysznic, starannie ogolił twarz. Poprawił, niesforne włosy grzebieniem, a potem ubrał luźną koszulkę, dżinsy i mokasyny.
-Dzień dobry. - zszedł na dół i zauważając Zofie odezwał się.
-Cześć.- odpowiedziała, także zaspana, ale wiecznie uśmiechnięta. – Jak się spało?
-Po tych paru butelkach wina znacznie lepiej.
Usiadł przy stoliku w kuchni. Patrzył jak kobieta wyciąga z piekarnika świeżo upieczony chleb, podaje do stołu ugotowane jajka.
                -Herbaty? Kawy? – pyta, chowając za ucho niesforne pasmo jasno brązowych włosów.
                -Herbatę poproszę.
Krzysiek zaczyna bawić się serwetką. Zagina rogi, wygina ją na wszystkie możliwe strony, obraca w palcach. Czuje potrzebę zjedzenia, ale także nie popędza kobiety. Spogląda z ukosa na jej drobne ciało. Ubrana jest w krótkie, dżinsowe spodenki, brązową bokserkę, a na nogach ma sandały. Jej jasne włosy są puszczone luźno, lecz po chwili zbiera je w jeden kucyk.
                -Proszę. – Zosia podaje na stół cukiernice oraz filiżankę wypełnioną wrzącą wodą.
Pod filiżanką znajduje się szklany spodeczek, na którym także jest jedna saszetka z herbatą. Obracając się, dobiega do Krzyśka zapach jej jaśminowego szamponu. Wypełnia on jego nozdrza, powodując, że mimowolnie się uśmiecha.
                -Dziękuję. – odpowiada i wrzuca szybko torebkę do wody.
Patrzy jak ciecz zmienia kolor na ciemno żółty, ostatecznie przybiera barwę herbaty. Dodaje dwie łyżki cukru i miesza w prawą stronę. Zabiera porcelanowy talerzyk i nakłada sobie świeżo upieczonego chleba, dwa jajka na twardo. W tym samym czasie rozbrzmiewa telefon i Zofia wychodzi z pomieszczenia.
                -Słucham.
                -Cześć Zosiu. – rozpoznaje głos Agnieszki. – Co słychać u Ciebie?
Rozmawia z żoną swojego nieżyjącego kuzyna. Wysłuchuje jej problemów, stara się doradzić. Obiecuje także, po wyjeździe klienta przyjechać do niej i pomóc w domowych porządkach.
-Tylko ja jej zostałam – pomyślała i odłożyła słuchawkę.
Wracając do kuchni nie zastała Ignaczaka, a talerz i szklanka były pomyte. Pokręciła z niedowierzaniem głową i uśmiechnęła się pod nosem. Może jednak nie był takim złym człowiekiem? Nie zastał tutaj luksusu, ale jakoś nie narzekał. Zośka także zjadła śniadanie i biorąc jedną z kobiecych czasopism wychodzi na werandę za domem. Zajmuje jeden z bujanych foteli, spogląda na spokojne morze i zaczytuje się w nurcie literatury.

                Tymczasem Krzysiek wrócił do swojego pokoju. Przebiera buty na normalne japonki, poczym biorąc saszetkę wychodzi na plaże. Chcę pochodzić wzdłuż linii brzegowej, wyciszyć się i przemyśleć. Wychodząc zauważa jak Zośka stoi i dalej rozmawia przez telefon. Obraca się i przez otwarte salonowe drzwi wychodzi na taras. Potem kieruje się po schodkach na plaże. Zimny piach pieści jego stopy, aż dochodzi do morza. Tym razem woda obmywa cały piach. Spogląda za horyzont i coś jakby się w nim poruszyło.
                Idzie wzdłuż plaży wsłuchując się w dźwięki mew. Szum morza powoduje wspomnienia z dzieciństwa, a jego głowę zapełnia wspomnienie wspólnych wakacji. Wtedy było inaczej. Była Iwona. Był Sebastian, była Dominika. Byli szczęśliwą rodziną. Teraz nic nie pozostało.
                Usiadł na jednym z wielkich kamieni. Oparł się dłońmi o piasek i zaczął myśleć, co się podziało. Przez tyle lat byli szczęśliwym małżeństwem. Mieli tyle wspólnego. Dzielili razem wszystkie wygrane jak i porażki. Wspólnie świętowali urodziny dzieci, chodzili rodzinnie do kina. Czego kobiecie zabrakło?

                Pogodził się z decyzją szkoleniowca. Byli młodsi, na podobnym poziomie. A może to jego poziom spadł? Może to on już nie potrafił nic więcej? Może był za wolny? Za stary. I chociaż kibice z nim byli czuł jakiś niedosyt. Czuł się zawiedziony, bo wszystko poświęcił dla siatkówki. Głęboko westchnął, otarł łzę z policzka. To wszystko tak bardzo go raniło. 




kolejna odsłona Krzyśka. filozoficzna ale jest. za literówki przepraszam, nie mam siły ich poprawiać.
proszę tak jak na reszcie blogów, wszystkich którzy czytają, o zostawienie małego chociażby śladu. także proszę o wpisywanie się w INFORMOWANYCH tak będzie mi o wiele łatwiej zawiadamiać.
zapraszam także na nowe na OSTATECZNIE 




6 komentarzy:

  1. To jest takie piękne, że ach chce mi się płakać. Stworzyłaś cudo ♥

    OdpowiedzUsuń
  2. Krzysiek nie może pogodzić się z paroma rzeczami ale myślę,że taki spokój i odludzie mu w tym pomoże!

    OdpowiedzUsuń
  3. Szkoda mi Krzysia tak bardzo, że aż sama uroniłam łzę :C

    OdpowiedzUsuń
  4. Krzysiek przyjechał żeby przemyśleć jego ostatnie porażki życiowe. Takie miejsca sprzyjają takim rozważaniom.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ten wyjazd powinien mu w pewnym sensie pomóc. Ma okazję do przemyśleń i okazję aby dojść do wniosków które pomogą mu naprawić to co zostało zniszczone.

    OdpowiedzUsuń