niedziela, 8 września 2013

Bezwarunkowo - #2



                Jak się czuje osoba, która przez większość swojego życia poświeciła dla pasji? Pasji, która się rozwijała z każdym dniem, która była codziennością, którą zarabiało się na życie?
                Co czuje osoba, które mówi przed ołtarzem sakramentalne kocham, a po kilkunastu latach małżeństwa tak po prostu najbliższa osoba od Ciebie odchodzi? Zostawiając jedynie kartkę, gdy powracasz z ligowego meczu. Jakie to uczucie, gdy wraz z całym waszym życiem, odchodzą i wasze dzieci, które żona ci zabiera? Znikają rodzinne pamiątki, a zdjęcia z albumu nadają się do spalenia. Te wszystkie uczucia kłębiły się w głowie Krzysztofa Ignaczaka.

                Rozpakowując do połowy swoją niewielką walizkę, myślał, że jednak dobrze iż zjawił się w nadmorskim kurorcie. Pamiętał jak przyjaciel mówił mu o tym miejscu. Rzeczywiście, pomimo swej prostoty jest magiczne. O pensjonacie dowiedział się od Arka. Właścicielka Zofia była jego kuzynką. Uśmiecha się delikatnie na myśl o przyjacielu, którego tak bardzo mu brakuje. Za którym tak bardzo tęskni. Wyciągnął stare zdjęcie z portfela i opuszkiem palca gładzi postać Gołasia. Widzi także siebie sprzed kilku lat. Wtedy miał wszystko o czym marzył. A teraz?
                Schodząc na obiad kasuje zapełnioną pocztę głosową. Nie chce słuchać głosu mamy, kolegi z drużyny, czy zatroskanego ojca. Nie chce odbierać także telefonów od żadnego z dziennikarzy. Przyjechał tutaj odpocząć. Nabrać siły do nowego etapu życia. Na szczęście trener Kowal zrozumiał jego potrzebę ucieczki. Ucieczki do miejsca spokojnego, w którym mógłby się wyciszyć, a gdzie nie musiałby z nikim rozmawiać. Gdzie poukładał by wszystkie myśli, całe swoje przyszłe życie.
                -Smacznego.
Zofia podała mu talerz z sałatką, ziemniakami i pieczenią, nalała czerwonego wina i odwróciła się. Złapał ją za rękę, nie chciał bowiem jeść samotnie.
                -Możesz ze mną zostać? – zapytał patrząc w jej błękitne tęczówki. – Proszę.
Nie wiedząc jak się zachować, postanowiła jednak przysiąść naprzeciwko. Także i ona była już głodna, bo wyprawa na zakupy nie była łatwym zadaniem.
                -Poczekaj. Napijesz się ze mną wina? – zapytał.
                -Z reguły staram się nie pić. – odpowiedziała.
                -Proszę. Nie mogę pić sam.
Złamała się. Kolejny raz złamała się przed Krzysztofem, który powoli lał czerwoną ciecz po szklanych brzegach kieliszka. Wpatrywali się oboje, milcząc.
                -Chciałbym wznieść toast. – podniósł się z krzesła. – za to spokojne miejsce.
Uśmiechnęła się. Pierwszy raz w życiu jakiś z gości zauważył trud, jaki włożyła w odremontowanie starej posesji. Zośka bowiem sama doszła do wszystkiego. Sama malowała ściany, sama skręcała meble. Odziedziczyła po dziadku ten pensjonat, kilkanaście lat temu. Jednak dopiero teraz dorosła do odpowiedzialności, jakim jest utrzymanie, takiego domu. Za dwa dni mijały jej trzydzieste urodziny. Chciała, aby każdy gość zauważył ile serca włożyła, aby w tej miejscowości, można było znaleźć trochę spokoju. Wzruszyła się tym gestem ze strony Krzyśka. Widziała go drugi raz w życiu. Pierwszy na pogrzebie swojego kuzyna. Jednak starała się być w cieniu. Ona także przeżywała to wszystko w sobie. Dusiła żałobę, odizolowała się od wszystkich.
                -Pyszna pieczeń. – Krzysiek odsunął talerz na bok i wytarł twarz w serwetkę.
                -Cieszę się, że coś smakowało.
Uśmiechnęła się kolejny raz, obdarzając Ignaczaka spojrzeniem pełnym ciepła. Poczuł, że tylko ona może go zrozumieć. Opróżnili butelkę czerwonego wina, rozmawiając o życiu. Nie wiedząc dlaczego, opowiedział jej przeszło piętnaście lat swojego życia. Mówił o dzieciach, o siatkówce, o żonie. Poruszyli temat Aka, ale każdego bolały słowa, więc szybko go porzucili. Poczuł, że Zofia dużo w swym życiu przeszła. Ona także opowiedziała o dorastaniu w Stanach, powrocie do ojczyzny, kłótni z rodziną. Opowiedziała o pensjonacie i marzeniach, stworzenia azylu dla wszystkich, którzy potrzebują odpoczynku.

                Właśnie taką osobą był w tej chwili Krzysztof Ignaczak. 



za literówki przepraszam, nie mam na nie siły. dodaję teraz, bo pewnie później byłoby ciężko. nie wiem dlaczego, ale to opowiadanie wyjątkowo mi się podoba. a to nowość. proszę wpisywać się w zakładkę INFORMOWANI.



6 komentarzy:

  1. Ciężko mi sobie wyobrazić Krzysia Ignaczaka jako człowieka zmaltretowanego przez życie i porzuconego przez żonę. To musi być straszny cios. Dobrze, że znalazł sobie takie spokojne miejsce do ułożenia sobie wszystkiego od nowa!

    OdpowiedzUsuń
  2. Takie to smutne, po kilkunastu latach spędzonych z jedną osobą, ta osoba odchodzi. Może to przez tą piosenkę, ale wydaje mi się, że bardzo dobrze rozumiem uczucia Krzysztofa. Sama mam podobnie... :<

    OdpowiedzUsuń
  3. Szkoda mi Krzysia, bo to na pewno straszne. Jak w ogóle tak wspaniałemu człowiekowi można zadać taki cios?

    OdpowiedzUsuń
  4. Szkoda mi ich. Obydwoje skrzywdzeni przez los. Właściwie obcy ale przy butelce wina stają się sobie bliżsi po tym jak każde z nich opowiedziało historię swojego życia.

    OdpowiedzUsuń
  5. Jestem pod ogromnym wrażeniem tej historii ;)
    Widać, że obydwoje bardzo dużo przeszli i starają się sobie jakoś radzić, co nie przychodzi im zbyt łatwo. Szkoda mi Krzyśka, bo jego życie zmieniło się diametralnie w jednej chwili.

    OdpowiedzUsuń
  6. Tak strasznie żal mi Krzysztofa :( Po tylu latach wspólnego życia, Iwona zwyczajnie odeszła. A on został sam ze sobą i swoimi myślami. Dobrze że wyjechał, poznał Zośkę, może zazna choć trochę szczęścia w tym pensjonacie. I na to wszystko wspomnienie Arka... Piękne.

    OdpowiedzUsuń