sobota, 12 października 2013

Bezwarunkowo - #6




                Wiele czasu spędziła na rozmyślaniach. Zamknęła oczy i ukazał jej się widok Ignaczaka stojącego w progu pensjonatu. Przechodził ją dreszcz, kiedy niemalże znów czuła jego wargi na swym nagim obojczyku. Niestety to musiały być tylko marzenia.
                On był w Rzeszowie, a ona na drugim krańcu Polski. Nie mieli fizycznego kontaktu, nie spotykali się. Czy jeszcze wróci, na wakacje? Czy może tak po prostu, znów zjawi się w progu? Nie wierzyła w to. A przez to, ciągle ogarniał ją smutek.

                Wrócił do Rzeszowa. Usiadł w swoim domowym fotelu, zaparzył sobie kawy, zjadł cynamonowe ciasteczko. Następnego dnia pojechał na trening. Przywitał go trener, który niczym starszy brat, cieszył się, że odpoczął.
-Wszystko ułożone?
-Po części. – odpowiedział i wziął ręcznik z krzesełka.
Udał się do szatni i wziął gorący, szybki prysznic. Przebrał się w ubrania, spakował ciężką torbę i pognał do samochodu. Chowając ją, nie wiedział, dlaczego pomyślał o niej. Przypomniało mu się, jak zamykając bagażnik powrócił do niej i wziął w swoje objęcia. Uśmiechnął się pod nosem, na same wspomnienie, a jego serce przepełniła tęsknota. Nie odmachał Achremowi na pożegnanie, ani nie odpowiedział cześć na słowo Lucasa. Był pogrążony we wspomnieniach, nawet kiedy kierował samochodem.
                Był szczęśliwy, kiedy dowiedział się, że lada dzień ma przyjechać. Czuł motylki w brzuchu, nawet posprzątał mieszkanie. Cały dzień uśmiechał się pod nosem, nucąc wesołe melodie. Co w ostatnich dniach, było dziwne.
                Usłyszał pukanie do drzwi.
-Tak? – rzekł, kiedy w progu drzwi, zamiast kobiety zobaczył mężczyznę.
-Pan Ignaczak?
-Tak. W czym mogę pomóc?
-Niestety, jadąc do Rzeszowa Panna Zofia Gołaś na autostradzie miała wypadek, uderzyła w barierę i jej samochód kilka razy dachował, aż w końcu spadł dachem w  jednym z rowów. Przykro mi.
-Nie, to nie możliwe.
-Niestety. Próbowaliśmy ją ratować, jednak tylko wypowiedziawszy Pana imie i nazwisko umarła. Kazała tylko powiedzieć, że Pana kocha.
Smukły mężczyzna, w czarnym aksamitnym płaszczu wyszedł z mieszkania. Krzysztof widział tylko jak jego postać się zamazuje, a z oczu zaczęły lecieć łzy. Nie mógł w to uwierzyć, że jej nie ma. Kolejny raz stracił bliską osobę, niemalże w tych samych okolicznościach.
 Próbował się podnieść, lecz jej strata spowodowała dziurę gdzieś w nim samym. To ona pokazała mu, jak się podnieść. Jednak to prawda, jak się wali to już wszystko. Nie mógł zrozumieć, dlaczego to właśnie jego tak los doświadcza. Leżąc na łóżku patrzył w sufit i rozmyślał nad wszystkimi zdarzeniami. Nad jej uśmiechem i jej oczami. Była taka jak on – jego przyjaciel. A Krzysztof niewątpliwie, bezwarunkowo się w niej zakochał. Bezwarunkowo.



KONIEC.


To jest koniec. Smutny koniec, ale od początku była tylko taka opcja. Czy Krzysiu się podniósł? To zależy tylko od Was. Mój Krzysztof jest specjalnie niedokończony. To opowiadanie , tak jak wiele innych, które już skończyłam, dało mi wiele. Zauważyłam, że mogę także pisać w narracji trzecio osobowej. A tego się bałam.
Dziękuję wszystkim, którzy byli tutaj, komentowali, dawali mi siłę i motywację. Dziękuje tym, którzy wspierali, nawet o tym nie wiedząc. Jeszcze raz dziękuje S. za danie impulsu, do opublikowania tej historii.
Nie żegnam się z Wami, nie żegnam się z Krzysztofem. Wszystkich chętnych zapraszam na nowy pomysł, z tym oto bohaterem – SUTRA SERCA.
Jeszcze raz DZIĘKUJĘ.